Zaloguj się
Login:
Hasło:
Najnowsze materiały

Jak wprowadzić TIK do szkoły?

Ekspert: Lechosław Hojnacki
Dodano: 2012-09-08 13:46:11

Wyjaśnia Lechosław Hojnacki. Nauczyciel - konsultant, wykładowca, trener, facylitator. Zajmuje się implementacją metody projektów, e-portfolio oraz technologii Społecznego Internetu w procesie kształcenia.

Od czego powinno się zacząć zmianę w szkole?

1/ Od inwentaryzacji posiadanych zasobów (raczej ludzkich niż sprzętowych). Kluczowe jest budowanie środowiska sprzyjającego zmianom, zjednanie (przynajmniej niezbędnej części) kolegów, dyrekcji.

2/ Zmianę powinno się zaplanować jak każde przedsięwzięcie projektowe (z wszystkimi jego “okropnościami” jak plan, harmonogram, milestones, cele S.M.A.R.T. itd.).

3/ Pamiętaj o zasadzie Pareto (80% efektów wywołane jest przez 20% przyczyn). Odnosi się ona nie tylko do wielu aspektów zmiany. Wynika z niej nawet liczba nauczycieli w szkole, których realne i autentyczne zaangażowanie trzeba pozyskać, aby zmiana była trwałym sukcesem.

4/ Nie należy niczego robić bez rodziców. Oni także są “starszym pokoleniem” i bywają przeciwnikami nie znanych sobie technologii i “nowinek”. Za to zjednani rodzice potrafią czynić cuda. Znam przypadki, kiedy szkoła została wręcz zasypana sprzętem i pomocą techniczną przez zaangażowanych rodziców, którzy uwierzyli, że faktycznie warto coś zdziałać i że robiąc cokolwiek dla szkoły - czynią coś realnie pożytecznego dla swoich dzieci. Łatwiej taki efekt osiągnąć w skali klasy, niż szkoły.

 

Na czym powinien skupić się dyrektor, koordynator, nauczyciele przedmiotowi (ze szczególnym uwzględnieniem nauczyciela informatyki)?

Poniższa lista nie wyczerpuje tematyki, są to propozycje wynikające z analizy najczęściej spotykanych przeze mnie błędów.

1/ Dyrektor:

- na zjednaniu do zmiany nauczycieli, ale także całego środowiska szkoły z rodzicami i organem prowadzącym włącznie. Zmiana kosztuje (pieniądze, czas, energia, często przejściowe pogorszenie efektów). Przeciwskuteczne w przekonywaniu nauczycieli do celowości zmiany jest dokładanie im pracy bez poczucia zysku (np. prowadzenie podwójnej dokumentacji papierowej i elektronicznej, konieczność podejmowania każdorazowo dodatkowych wysiłków w celu skorzystania na lekcjach z nowych technologii, praca za kolegów mniej sprawnych i mniej przekonanych do zmian);

- na pieczołowitym dopieszczaniu faktycznych liderów zmian, by ich nie zniechęcić;

- na przestrzeganiu zasady Pareto, głównie w odniesieniu do wpływu rozwiązywanych problemów na absorbowany czas oraz w odniesieniu do liczby nauczycieli zjednanych do zmiany.

2/ Nauczyciele:

- na zjednaniu do zmiany uczniów, budowaniu ich wewnętrznej motywacji i nie dawaniu się uśpić ich początkowemu entuzjazmowi dla nowości. Nowoczesne technologiczne opakowanie nieadekwatych metod i nudnych treści może uczniów bardzo skutecznie zniechęcić (do dziś nie przeczytałem pewnej potwornie nudnej lektury i nie zmieniłoby mojej niechęci nawet otrzymanie jej w supermultimedialnej wersji i na najnowszym modelu tabletu);

 - na pamiętaniu o zasadzie “nowe narzędzie cofa dydaktykę”. Rozpoczynając pracę z nowymi, mało oswojonymi technologiami często cofamy się do starszych, prostszych, mniej skutecznych i nieadekwatnych metod. Ważne, żebyśmy jak najszybciej tę chorobę pokonywali. Obserwujmy i kontrolujmy własne pomysły z tej perspektywy;

- na praktycznym stosowaniu wniosków ze stożka Dale’a do aktywności planowanych dla uczniów (w skrócie: najszybciej uczy się ten, który przekazuje zdobywaną wiedzę). Uczniowie powinni tworzyć materiały dydaktyczne;

- na zjednaniu do zmiany rodziców i na pozyskaniu ich do wsparcia, choćby tylko biernego;

- na przestrzeganiu zasady Pareto w odniesieniu do uczniów i rodziców; na pozyskaniu do bezpośredniej współpracy innych przedmiotowców uczących w tych samych klasach - dla osiągnięcia efektu synergii.

3/ Nauczyciele informatyk, koordynatorzy:

- na szukaniu dla szkoły rozwiązań (platformy i oprogramowanie) samonośnych, tj. wymagających jak najmniej stałych nakładów sił i środków dla utrzymania w ruchu. Także rozwiązań nieograniczonych czasowo (np. promocja typu „rok za darmo”) i nieuzależnionych od opieki jednej konkretnej osoby lub jednej konkretnej firmy;

- na skutecznym unikaniu wysługiwania ich osobą przez mniej zaangażowanych kolegów w imię koleżeńskiej pomocy. Po pewnym czasie to często owocuje rozczarowaniami i zniechęceniem co najmniej jednej strony;

- na radosnym niesieniu mniej kompetentnym technicznie nauczycielom koleżeńskiej pomocy, jednak tylko w kategoriach “wędka zamiast ryby”. Czas przeznaczony na przeszkolenie faktycznie chętnych nie jest czasem straconym;

- na dostosowaniu treści i metod swojego przedmiotu tak, aby uczniowie otrzymywali jak najwięcej umiejętności realnie użytecznych podczas szkolnej i domowej nauki wszystkich przedmiotów. Uczniowie – opiekunowie techniczni sal dydaktycznych, fachowi asystenci techniczni nauczycieli, a nawet własnych rodziców i kolegów (z własnych i młodszych klas) są dobrym powodem do dumy informatyka.

 

Jaki sprzęt najlepiej sprawdzi się w polskich szkołach?

Wszystko zależy od wielu czynników: postawionych celów, etapu edukacyjnego, dotychczasowych doświadczeń i posiadanych już zasobów. Frontalna akcja (np. komputer dla każdego ucznia zamiast tornistra), to tylko reklama i bez dużego doświadczenia wszystkich nauczycieli może być spektakularną klapą. Na pewno jednak sprzęt powinien być pod ręką. Można to realizować stopniowo, na różnych poziomach.

Warto spojrzeć krytyczniej na stacjonarne komputery. W warunkach naszej szkoły są bardzo zawodne, każą na siebie długo czekać po to, by na końcu np. odmówić pracy z nowoczesnymi narzędziami online. Zwykle są nieme i głuche. Pożerają mnóstwo miejsca, energii oraz naszego czasu (na utrzymanie w ruchu). Czy to nie dlatego często wolimy zeszyt i książkę? Otwierasz i masz, zamykasz i wychodzisz ze swoimi danymi? Zatem przypomnijmy: największą karierę w historii świata zrobiła generacja urządzeń, które zaoferowały właśnie to: mobilność, dyspozycyjność, a ostatnio także ogromną uniwersalność. Laptop jest tylko fragmentarycznym rozwiązaniem tego problemu. Tak, tak – warto poważnie rozważyć rozpoczęcie przygody z chociaż jednym smartfonem lub tabletem. Choćby dla doświadczenia i obycia. Nieco więcej na jego temat – w następnym punkcie.

 

Na co zwrócić uwagę przy wyborze zarówno sprzętu, jak i oprogramowania?

Skupię się na mobilnych urządzeniach, gdyż są “najmłodsze” i trudno znaleźć sprawdzone źródła wiedzy na temat ich edukacyjnych zastosowań.

1/ Smartfon. Nie bójmy się komórek. Smartfonu nie traktujmy jak telefonu. Wprawdzie ma funkcję telefonowania, jednak telefoniczna karta SIM jest w szkole mało przydatna. Podstawowym błędem jest też próba traktowania go jak „minipeceta” (mimo, że suchymi parametrami technicznymi może przewyższać niektóre szkolne komputery). To jest zupełnie inne urządzenie, o znacznie większym potencjale edukacyjnym! Uważnie dobierając model możemy bardzo tanio, za cenę połowy taniego laptopa, wyposażyć szkołę w kieszonkowe, skomputeryzowane superlaboratorium pomiarowe wielu wielkości fizycznych z możliwością natychmiastowej analizy, wizualizacji, przesyłania i współdzielenia pozyskiwanych danych (więcej na ten temat w bezpłatnych poradnikach dostępnych na tej stronie). W smartfonie szkolnym nie będzie potrzebna standardowa telefoniczna karta SIM, natomiast warto rozważyć ewentualne wyposażenie go w kartę mobilnego dostępu do Internetu (nawet bezpłatnego Aero2).

2/ Tablet: Spotykamy się często z dużymi oporami i trudnościami technicznymi ze strony osób w sile wieku, dysponujących dużą biegłością (i rutyną!) w obsłudze tradycyjnego sprzętu. Kontrastują one z fascynującą łatwością obsługi tabletów nawet przez małe dzieci oraz osoby starsze o znikomych kompetencjach cyfrowych (starsi rodzice, dziadkowie). Tablety średniej klasy dysponują możliwościami pomiarowymi podobnymi jak smarfony oraz wyższą wygodą obsługi (rozmiary). Większe rozmiary są jednak okupione wyższą podatnością na mechaniczne uszkodzenia. Dlatego warto wybierać modele wyposażone w niezbyt tanie ale pancerne szkło Gorilla Glass oraz dodatkowo zabezpieczać je trwałymi, elastycznymi etui oraz naklejkami na ekran. Więcej rad zamieściłem tutaj.

3/ Oprogramowanie. Warto bardzo poważnie rozważyć przeniesienie się do “chmury” (chodzi z grubsza o przechowywanie danych poza dyskiem lokalnym i używanie aplikacji sieciowych). Jeżeli nie mamy perspektywy nieskrępowanego i gwarantowanego dostępu do dobrej, nowoczesnej platformy edukacyjnej przez szereg najbliższych lat, rozważmy wykorzystanie ogólnodostępnych rozwiązań chmurowych Społecznego Internetu. Zalecam bezpłatne usługi Google o bardzo szerokim zakresie funkcji użytecznych edukacyjnie, wysokim bezpieczeństwie, małych wymaganiach. Ważne także, że są one osiągalne z praktycznie wszystkich platform sprzętowych i systemowych.

 

Jak wykorzystać to, co w szkole już jest?

1/ Najłatwiej dziś liczyć na sprzęt w domach uczniów – zdecydowana większość go ma a prawie wszyscy mogą mieć. Dobry komputer z drugiej ręki to wydatek rzędu 250 złotych, bezpłatny internet komórkowy Aero2 – od 30 do 150 złotych (jednorazowo za dostęp na najbliższe dwa lata). Podręczne dane można trzymać „w chmurze” (np. na bezpłatnych kontach Google). Będą pod ręką wszędzie i na każdym sprzęcie.

2/ W naszej sali powinien być na stałe, pod ręką nauczyciela, komputer z Internetem i dużym ekranem (sprawdza się nawet duży telewizor). W drugiej kolejności mogłoby się pojawić stanowisko lub gniazdo z komputerem dostępnym dla każdego ucznia w chwili potrzeby - jak słownik na półce lub kosz na śmieci w kącie.

 

Jakie zalety i wady mają poszczególne rozwiązania?

Ograniczę się do porównania platform sprzętowych, głównie dla zaprezentowania urządzeń przenośnych w świetle ich mniej mobilnych poprzedników.

1/ Tradycyjne komputery zwane dalej “pecetami”:

Zalety. Znamy je, więc najmniej się ich obawiamy. “Pasują” do znanego nam od lat oprogramowania, metod i podręczników.

Wady. Ciężkie, prądożerne, wymagają specjalnych stanowisk, częstej obsługi i konserwacji. Systemy operacyjne długo startują, są zawodne i nieodporne na złośliwe oprogramowanie. Kto je dzisiaj kupuje oprócz graczy, informatyków? Szkoły.

2/ Laptopy:

Zalety. Półprzenośne - pozwalają na incydentalną pracę w nieprzygotowanych pomieszczeniach.

Wady. Większość wad podobna, jak w przypadku “pecetów”. Dodatkowo są znacznie mniej odporne mechanicznie, zaś usuwanie takich uszkodzeń jest drogie lub niemożliwe, co ogranicza żywotność laptopów w szkole. Przenośność jest dodatkowo ograniczona zasięgiem bezprzewodowego internetu.

3/ Netbooki (Atom):

Zalety. Łatwo dostępne, tanie, małe, przenośne, energooszczędne, stosunkowo bardzo odporne mechanicznie (nawet te standardowe). Oferują łatwy start osobom przyzwyczajonym do tradycyjnych systemów operacyjnych (głównie Windows). Pozwalają uruchamiać szeroką klasę powszechnie dostępnego, standardowego oprogramowania. Ich wymiary są optymalne dla młodszych dzieci (małe klawiatury - małe rączki!).

Wady. Wady są zwykle naszą winą: traktujemy je jak małe pecety i nadużywamy faktu, że mają standardowy system operacyjny i usiłujemy na nich uruchamiać oprogramowanie o zbyt wysokich wymaganiach obliczeniowych. Ponieważ mają słabe procesory, także graficzne, mszczą się wtedy zawzięcie – strajkiem włoskim. Istnieją wprawdzie modele o lepszych parametrach, ale z racji ich wyższej ceny i większych rozmiarów – odnosi się do nich raczej poprzedni punkt “Laptopy”.

3/ Tablety:

Zalety. Mobilne, energooszczędne, nie wymagają przygotowania miejsca pracy, cudownie przyjazne dla dzieci, osób niepełnosprawnych, w podeszłym wieku, nie znających obsługi komputera. Wymarzone dla przedszkolaków. Idealna pomoc dydaktyczna: podręczne, proste, niezawodne, błyskawicznie startują, aplikacje robią zwykle dokładnie to, co powinny robić (inaczej niż powszechne w “pecetach” programy-kombajny). Ich wbudowane interfejsy pozwalają na imponująco szeroki zakres pomiarów, eksperymentów, aktów twórczych oraz na błyskawiczną komunikację. Wspomagają kreatywność i ruch.

Wady. Boimy się ich, bo nowe i “inne”. Niskie upowszechnienie utrudnia szukanie rad i pomocy w najbliższym środowisku. Nasza rutyna przeszkadza: widzimy je przez pryzmat pecetów i usiłujemy obsługiwać analogicznie, a to nie jest ich najmocniejsza strona – wymagają nowego podejścia. Wysoka przenośność może grozić uszkodzeniem lub zagubieniem. Warto je wyposażać w stałe ochronne nakładki i naklejki. Najtańsze modele mogą słusznie zrazić niepełnym zestawem czujników, złą jakością ekranów dotykowych i niską trwałością mechaniczną.

4/ Smartfony:

Zalety. Podobne jak w przypadku tabletów. Dodatkowo: są powszechne, łatwo dostępne, tańsze (pełny zestaw czujników pomiarowych, interfejsów komunikacyjnych i multimedialnych możemy uzyskać za imponująco niską cenę). Łatwo skorzystać ze sprzętu posiadanego przy sobie przez coraz liczniejszych uczniów (co w warsztacie nauczyciela doświadczonego w metodzie grupowych projektów zupełnie wystarczy do pracy).

Wady. Podobne jak w przypadku tabletów. Dodatkowo: małe wymiary są mniej wygodne dla najmłodszych, najstarszych i niepełnosprawnych oraz ograniczają możliwości grupowej pracy (kilkuosobowa obserwacja ekranu jest niemożliwa). Najtańsze modele czasem nie oferują pełnej funkcjonalności. Zalecany system w warunkach polskich: Android (nie jest najmniej problemowy, ale bardzo rozwojowy, najpowszechniejszy w Polsce, spotykany w sprzęcie uczniów i ich rodziców, stosunkowo najtańszy w eksploatacji z uwzględnieniem cen oprogramowania, znakomicie współpracuje z bezpłatnymi serwisami Google o wielkim potencjale edukacyjnym, a za ich pośrednictwem ze stacjonarnymi komputerami). Ukrytym monstrum jest skojarzenie smartfon=komórka=zaraza szkoły (jeżeli nie nasze, to innych nauczycieli lub dyrekcji), jednak przypominam, że edukacyjne zastosowania smartfonu nie wymagają włączania lub nawet posiadania karty SIM (warto sprawdzić, czy zadziała karta BDI (Bezpłatnego Dostępu do Internetu Aero2).

 

Opracowanie: Lechosław Hojnacki